Misiące leciały nieubłagalnie szybko. Dzisiaj był 24 grudnia. Wigilia i urodziny Louisa. Wszystkie nasze rodziny się zjechały. Ledwo mogliśmy się pomieścić w domu moim i Nialla. Tutaj wszyscy się zebraliśmy ponieważ nasz dom był największy. Coinka stała pięknie przystrojona w salonie, a w kominku palił się ogień. Dzieciaki wypatrywały pierwszej gwiazdki by zasiąść w końcu do stołu, a dorośli- my, stawiali na stół ostatnie dania.
-Mamo, możemy już otworzyć prezenty ?- spytała Agnes.
-Nie kochanie, dopiero po kolacji.- odpowiedziała z uśmiechem Natalia.
Kiedy Lucy krzyknęła podekscytowana, że pierwsza gwiazdka się pojawiła, usiedliśmy wszyscy przy stole i zmówiliśmy modlitwę. Następnie zaczęliśmy łamać się opłatkiem. Po tym wszystkim mogliśmy zacząć jeść. Wszyscy śmialiśmy się, gadaliśmy. Było na prawdę bardzo miło. Przy stole siedzieliśmy jakieś 3 godziny. Potem wszystko zaczęliśmy sprzątać.
-Już możecie otwierać prezęty.- powedziała mama Natalii.
Dzieciaki szybko zaczęły szukać swoich prezentów. Przy okazji dawały nam także nasze prezenty. Byliśmy jedną wielką rodziną dlatego też było bardzo dużo prezentów. Tyrpnęłam Ness w ramię.
-Teraz idziemy po ten tort ?- spytałam szeptem
-No okej. - powiedziała kiwając głową.
Obie poszłyśmy po tort urodzinowy Louisa. Zapaliłam świeczki i powtykałam je w tort. Ness włożyła go na tależ i zabrała na ręce. Wychodząc z kuchni zaczęłyśmy śpiewać ,,Sto lat". Reszta się dołączyła. Lou miał łzy w oczach i z radością zdmuchnął świeczk. Potem podziękował każdemu z osobna. Kiedy rozdaliśmy tort usiedliśmy wszyscy w salonie, jedni na kanapie i fotelach, a inni na dywanie i zaczęliśmy jeść. Andzia i Pony świetnie się spisały. Tort był pyszny. Wiadomo chyba jaki smak miał- marchewkowy. Dzieciaki bawiły się swoimi nowymi zabawkami. Niall poszedł po wino. Każdy się go trochę napił. Nagle usłyszeliśmy krzyki. Zobaczyliśmy przez okno. Były to fanki które śpiewały sto lat. Lou do nich wyzedł i im podziękował. Do domu wrócił z kilkoma paczkami prezentów.
-Fanki są wspaniałe. -powiedział uśmiechnięty.
Trudno było się z tym nie zgodzić. Wszyscy zaczęliśmy rozmawiać o normalnych sprawach.
-Angeliko, kiedy masz urodzić ?- spytała się jej moja mama
-Właściwie to mogę urodzić w każdej chwili. - odparła radośnie.
Harry rozpromieniał. Kiedy dzieciaki były bardzo zmęczone zanieśliśmy je do jednego z pokoi, który był przygotowany właśnie dla dziecka. My też byliśmy zmęczeni. Pomieściliśmy się jakoś. Niestety, ja i Niall musieliśmy spać w salonie na dywanie ponieważ sofa była już zajęta.
Tomlinsonowa
Rozdział jak zawsze super!!!! <3<3<3 <3<3<3 <3<3<3
OdpowiedzUsuńBOOOOOOOOOOSKIE :D
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Pozdro ~Miśkax3